PERSONAL BRANDING A COLA

Personal branding… a puszka coli

Zainteresowany ? Polub nas   


Często za personal branding biorą się specjaliści od marketingu czy też brandingu produktowego… i zbyt często zapominają o tej drobnej różnicy, że puszka coli nie będzie np. wysyłać mikro sygnałów niewerbalnych, że chciałaby być zdrowym sokiem marchwiowym.

Osoby zajmujące się marketingiem politycznym, budowaniem wizerunku, a głównie personal brandingiem będą szeroko badać i analizować kampanię prezydencką Jarosława Kaczyńskiego w 2010 roku.

Decyzja sztabu wyborczego J.Kaczyńskiego była bardzo ryzykowana. Słusznie PR-owcy z PO przyjęli strategię, że należy tak długo prowokować i uderzać, aż w którym momencie puder odleci i znowu pokaże się znany wszystkim Kaczyński. I udało się to Komorowskiemu, który w czasie debaty, już po gongu zadał Kaczyńskiemu niespodziewany cios pytaniem o „rezygnację z dopłat bezpośrednich do hektara rolnego w imię marzeń o armii europejskiej”. Że niesportowo – to polityka. Ale dzięki temu mieliśmy okazję prześledzić jak nawet zawodowcy, mają problemy z kontrolowaniem mowy ciała.

Piękny przykład niespodziewanej zmiany mowy ciała, której już do końca PR-owcom Kaczyńskiego nie udało się odbudować, a to przyczyniło się do mobilizacji elektoratu negatywnego.

Łatwo być ekspertem po czasie, ale tu widać elementarny błąd, przed którym przestrzegają eksperci od personal brandingu – człowiek to nie puszka coli. Nie można go dowolnie przemalowywać lub zmieniać opakowanie.

Wydawało by się, że to mały błąd ale pewnie nie dla osoby, która musi od nowa odbudowywać swoją wiarygodność wśród najbardziej nęcącego elektoratu, czyli niezdecydowanego oraz łatwo migrującego.

Innym ciekawym zagadnieniem, które będzie dyskutowane na bazie tego przypadku, to rola charyzmy w budowanie twardego elektoratu. Charyzmatyczny Kaczyński, został pobijany ale jego twardy elektorat stoi za nim murem.